Antypolska retoryka na Wyspach: dlaczego Brytyjczycy lubią imigrantów, ale nienawidzą imigracji

4018928

Źródło: Demotix

Autor: Daniel Tilles (text also available in English)

Znaczącą cechą coraz bardziej popularnej retoryki antyimigracyjnej w brytyjskim dyskursie politycznym jest ostatnimi laty wyraźna krytyka skierowana przeciwko Polakom. W swojej kampanii przeciw rzekomemu wykorzystywaniu systemu socjalnego przez imigrantów, Premier David Cameron użył przykładu Polaków jako uosobienia problemu. Lider głównej partii opozycyjnej, Ed Miliband (jak na ironię sam będący synem emigrantów z Polski), stwierdził, że „polska imigracja w szczególności (…) obniża standard życia Brytyjczyków”. Jack Straw, minister spraw zagranicznych w latach 2001-2006, ostatnio przyznał, że decyzja jego rządu by pozwolić na nieograniczoną imigrację „z krajów takich, jak Polska” była „spektakularnym błędem”.

Co zrozumiałe, bycie wyodrębnianym w ten sposób sprawiło, że wielu Polaków zarówno w Wielkiej Brytanii jak i Polsce poczuło się nieswojo. Pojawiły się skargi polskich ministrów i niektórych mediów, a w lutym ubiegłego roku setki członków polskiej społeczności Wielkiej Brytanii zgromadziło się pod siedzibą premiera w proteście przeciw dyskryminacji.

Niestety sytuacja tylko się pogorszy w niedalekiej przyszłości, ponieważ kwestia imigracji już dominuje kampanię wyborczą przed majowymi wyborami do parlamentu. Trzy główne partie polityczne Wielkiej Brytanii rywalizują ze sobą by przedstawić najostrzejsze stanowisko w tej kwestii, podczas gdy dość prawdopodobne wydaje się, że wybory potwierdzą polityczny przełom populistycznej Partii Niezależności Zjednoczonego Królestwa (UKIP), która postuluje znaczne ograniczenie imigracji.

4068e33264274bdb1ae75a74a776889f_screen_shot_2014_06_24_at_16_33_45

Źródło: WorldCrunch

Choć kolejne miesiące mogą być trudne do zniesienia, frustracji Polaków powinien ulżyć fakt, że ta krytyka to nic osobistego. Choć to Polacy są celem antyimigracyjnej retoryki, tak naprawdę wcale nie chodzi o nich; stali się po prostu mimowolnymi ofiarami złożonego zbioru współczesnych i historycznych obaw Brytyjczyków.

Modelowi imigranci

Po pierwsze warto zauważyć, że pomimo wrogich wypowiedzi politycznych, wzburzonych nagłówków gazet i badań opinii publicznej ukazujących powszechną opozycję wobec imigracji, Brytyjczycy w rzeczywistości mają dużo bardziej złożoną – i często pozytywną – opinię o Polakach, którzy mieszkają w ich kraju. Odczuwają oni bliskość na poziomie kulturowym i niewątpliwie mają poczucie, że Polacy są bardziej pożądani i kompatybilni od wielu innych grup imigrantów.

Ta przychylność jest często manifestowana w miejscach, w których można zazwyczaj znaleźć wrogość wobec imigracji. Dla przykładu, przewodniczący grupy nacisku MigrationWatch, Andrew Green, postulując ogólne „zmniejszenie liczby” imigrantów, oświadczył, że „nie ma problemu z imigracją z Polski”.

untitled

Źródło: The Guardian

W zeszłym roku publicysta konserwatywnego dziennika Daily Telegraph zauważył, że Polacy „ciężko pracują”, „lubią piwo” i”chodzą do kościoła”, co czyni ich „dość podobnymi do idealnego stylu życia hołubionego przez wielu Brytyjczyków”. Podkreślił także wspólną historię obu krajów, a szczególnie „jak wiele zawdzięczamy Polakom, którzy latali w RAF-ie podczas Bitwy o Anglię”. (Dodał również, że Polacy „robią cholernie dobrą kiełbasę”!). Polscy imigranci byli również chwaleni w innym konserwatywnym piśmie, The Spectator, jako „ciężko pracujący, porządni, dobrze wykształceni i doskonale się integrujący”.

Oprócz tych więzi kulturowych powszechne jest również uznanie dla wkładu Polaków w gospodarkę. Wyniki sondażu z zeszłego roku wskazują, iż większość Brytyjczyków uważa, że polscy imigranci „ciężko pracują na życie” (55%) i „mają wkład w Wielką Brytanię” (52%), podczas gdy tylko 24% uważa, że Polacy nic nie wnoszą. Podobnie inne badanie z 2013 roku wykazało, że odsetek Brytyjczyków twierdzących, że polscy imigranci mają pozytywny wkład w Wielką Brytanię (38%) jest wyższy niż uważających przeciwnie (29%). Gdy niedawno opublikowane oficjalne statystyki ujawniły, że Polacy mają najwyższy odsetek zatrudnienia (81,2%) wśród wszystkich grup narodowościowych w Wielkiej Brytanii, zostało to szeroko (i z aprobatą) rozpowszechnione w mediach. Często również wskazywano, że odsetek ten jest dużo wyższy niż w przypadku rodowitych Brytyjczyków (69%) czy imigrantów spoza Unii Europejskiej (59%).

Skoro Polacy są popularni na poziomie osobistym i docenia się ich wkład w społeczeństwo, jak więc wyjaśnić obecną wrogość, z którą się spotykają? Odpowiedź na tę sprzeczność jest głęboko zakorzeniona w brytyjskiej mentalności. Polacy, choć nie z własnej winy, uosabiają dwa abstrakcyjne pojęcia, które od zawsze były dla Brytyjczyków kłopotliwe.

„Polski paradoks”

BritishBrothersLeaguePoster(1902)

Źródło: Wikimedia

Pierwszym z nich jest sama imigracja. Na przestrzeni wieków Brytyjczycy byli w stanie okazywać tolerancję względem imigrantów jako jednostek, a jednocześnie wyrażać niechęć wobec idei imigracji jako całości. Każda fala masowej imigracji do Wielkiej Brytanii – czy to Irlandczycy w połowie XIX wieku, wschodnioeuropejscy Żydzi na przełomie XIX i XX wieku, czy Azjaci i mieszkańcy Karaibów z rozpadającego się imperium brytyjskiego po II wojnie światowej – witana była obawami przed tym, że kraj zaleją przybysze z zewnątrz, grożący pochłonięciem rodzimej kultury i zabraniem pracy rdzennym mieszkańcom. Mimo to, w bardziej przyziemnej, codziennej rzeczywistości, wszystkie te grupy zostały szybko zaakceptowane w swoich lokalnych społecznościach, które doceniły ich pozytywny wkład w gospdarkę i kulturę Wielkiej Brytanii. W skrócie można więc powiedzieć, że Brytyjczycy nie lubią imigracji w teorii, ale jednak trochę im się ona podoba w praktyce.

Te sprzeczne postawy zostały zilustrowane w latach 30., kiedy w czasie zwiększonego antysemityzmu przywódcy społeczności żydowskiej zlecili badanie na temat postaw społecznych wobec Żydów. Przeważającym nastawieniem wśród ankietowanych, obok niechęci do abstrakcyjnej idei „żydowskiej imigracji”, były pozytywne odczucia względem indywidualnych imigrantów żydowskich, z którymi przyszło im się zetknąć. Jeden z ankietowanych, wybrany przez badaczy jako reprezentujący typowe opinie, stwierdził: „osobiście znam trzech Żydów, którzy są moimi świetnymi przyjaciółmi i których bardzo lubię; nie mam nic przeciwko nim, a jedynie przeciwko rasie [żydowskiej] jako całości (…). Mamy już w kraju wystarczająco dużo Żydów i więcej nie chcemy”.

Negatywna strona tych uczuć miała często odczuwalne i nieprzyjemne konsekwencje dla imigrantów. Pod koniec XIX wieku pojawił się popularny ruch „przeciwko obcym” wymierzony przeciw imigracji żydowskiej. Podobnie jak dziś, również wtedy politycy starali się dogodzić wyborcom, którzy żywili takie obawy. W latach 20. XX wieku, minister spraw wewnętrznych przedstawił swoją czarną wizję „Anglii zalanej odrzutkami obcych z każdego innego kraju na świecie”, a premier obiecał, że „żaden przybysz nie zastąpi jednego z naszych ludzi”. Brytyjski parlament przegłosował w tamtym okresie pierwsze w historii państwa prawa ograniczające wjazd do kraju w czasie pokoju.

Powojenna fala imigracji z Azji i Karaibów wzbudziła podobne obawy. Zostały one wyrażone przez Enocha Powella, członka konserwatywnego gabinetu cieni, który w swojej słynnej mowie, znanej pod nazwą „Rzeki krwi”, ostrzegał przed Wielką Brytanią „zmienioną nie do poznania” przez napływ imigrantów. Przewidywał on, że imigranci, odrzucając integrację i stwarzając Brytyjczykom konkurencję do środków ekonomicznych i społecznych, spowodują nieuchronny konflikt, którego możnaby uniknąć tylko poprzez znaczne ograniczenie liczby przybyszy.

Jednak złowieszcze proroctwa Powella ani wcześniejszych działaczy ruchu przeciw obcym nigdy się nie spełniły. Pomimo początkowej wrogości wobec nich, każda z grup imigrantów szybko zdobywała akceptację i integrowała się. Obecnie nawet wśród przeciwników imigracji można znaleźć niewielu ludzi, którzy uważaliby Hindusów lub Żydów urodzonych w Wielkiej Brytanii za mniej brytyjskich niż rodzimi Anglicy, Szkoci czy Walijczycy. Przywódca partii UKIP Nigel Farage jest zdeklarowanym wielbicielem Enocha Powella, a mimo to jego partia wystawiła w wyborach około czterdziestu kandydatów czarnoskórych i pochodzenia azjatyckiego, których Farage pochwalił w zeszłym roku za „ich wspólną wiarę w bycie Brytyjczykami”.

PRODPIC-637

Źródło: Fish and Chips Photo Archive

Co więcej, podczas gdy imigranci niewątpliwie Wielką Brytanię zmienili, zrobili to w sposób, który Brytyjczycy ogólnie popierają – mając swój wkład w rozwinięcie dynamicznej i zróżnicowanej kultury, z której większość ludzi jest bardzo dumna. Nie trzeba daleko szukać, by znaleźć powierzchowny, acz wymowny przykład, jakim jest kuchnia narodowa. Fish and chips (ryba z frytkami), która dziś uważana jest za kwintesencję kuchni brytyjskiej, została stworzona i spopularyzowana przez żydowskich imigrantów w XIX wieku. Bardziej współczesnym przykładem jest curry kurczak tikka masala, czyli danie wymyślone w restauracjach indyjskich Wielkiej Brytanii by odpowiadać podniebieniu Brytyjczyków, które jest uznawane za nieoficjalną potrawę narodową Wielkiej Brytanii (gdzie według szacunków zjada się jej 18 ton tygodniowo).

Jak wynika z niedawno przeprowadzonego sondaża, 70% Brytyjczyków popiera wielokulturowość, jednak większość (54%) uważa imigrację za coś złego dla kraju. Ponownie widoczny jest tu kontrast pomiędzy wrogim nastawieniem do abstrakcyjnej idei imigracji, a pozytywnymi odczuciami wobec jej rzeczywistych konsekwencji.

W takim właśnie kontekście pojawili się polscy imigranci, stając się reprezentantami najnowszej fali imigracji do Wielkiej Brytanii jako najliczniejsza grupa narodowościowa spośród przyjazdów po 2004 roku. Reakcja, z jaką się spotkali, potwierdziła historyczny model kontrastu, w którym pozytywne codzienne doświadczenia Brytyjczyków z Polakami w Anglii – ciężko pracujący robotnicy, którzy odnawiają im dom, lekarze i pielęgniarki, bez których szpitale nie mogłyby funkcjonować, nowy polski sklep oferujący doskonały wybór wędlin – stykają się z abstrakcyjną ideą zalewu imigrantów zagrażających brytyjskiemu stylowi życia. Jest to dokładnie to, o czym tygodnik Economist pisał w zeszłym roku jako o „polskim paradoksie”, cytując pewnego Brytyjczyka, który wypowiadając się o Polakach stwierdził, że „to migracja mi się nie podoba, a nie migranci”.

Eurosceptyczne obawy

150223142656-anti-europe-protest-780x439

Źródło: CNN

Polacy uosabiają jeszcze jeden postrach Brytyjczyków – Unię Europejską. Brytyjczycy są najbardziej eurosceptycznym narodem Unii (choć niedawny kryzys strefy Euro stworzył im konkurencję do tego tytułu). To uczucie jest tak silne, że Premier David Cameron obiecał, jeśli jego partia wygra w wyborach, że do 2017 roku przeprowadzi referendum w sprawie członkostwa w Unii, by dać Brytyjczykom szansę podjęcia konkretnej decyzji czy w niej pozostać.

Jednakże znowu widoczna jest tu zewnętrzną niechęć, pod którą skrywają się bardziej złożone relacje. Tak samo jak w przypadku imigracji, Brytyjczycy cieszą się konkretnymi korzyściami wynikającymi z członkostwa w UE – dostępem do jednego rynku, łatwym i tanim podróżowaniem po Europie, ochroną konsumentów, czy likwidacją monopolu – ale nie podoba im się abstrakcyjne pojęcie zrzekania się swojej suwerenności na rzecz Brukseli. Istotną cechą tego lęku jest pogląd, jakoby Wielka Brytania utraciła kontrolę nad swoimi granicami i systemem pomocy społecznej, teoretycznie pozwalając całej Europie pojawić się na swojej wycieraczce i zacząć pobierać zasiłki. Było to szczególnie widoczne w 2013 roku w całej serii niepokojących nagłówków brukowców, które ostrzegały przed możliwością, że trzydzieści milionów Rumunów i Bułgarów – cała populacja obu krajów – będzie mogło wjechać do Wielkiej Brytanii po tym jak w styczniu 2014 roku zostanie dla nich otwarty rynek pracy. Do tego doszła również stała nagonka na imigrantów z Unii, oskarżająca ich o wyzyskiwanie hojnego systemu pomocy społecznej Wielkiej Brytanii.

Takie historie mają zazwyczaj mało wspólnego z rzeczywistością. W 2014 roku nie było żadnego nagłego napływu imigrantów, a liczba Rumunów i Bułgarów w Wielkiej Brytanii faktycznie spadła w pierwszym kwartale roku. W dodatku liczne badania pokazują, że tzw. turystyka zasiłkowa jest w dużej mierze mitem, gdyż ogromna większość imigrantów z Unii przyjeżdża do Wielkiej Brytanii by pracować, a nie pobierać zasiłki, a wartość płaconych przez nich podatków przewyższa wartość usług i zasiłków rządowych, z których korzystają.

40+Years+Since+UK+Restricts+Commonwealth+Migrants+Z5huJGfUkInl

Źródło: Getty Images

Jednakże to nie rzeczywistość się liczy. Sam fakt, że teoretycznie możliwe jest, by 500 milionów obywateli Unii przeprowadziło się do Wielkiej Brytanii i uzyskało dostęp do jej systemu opieki społecznej, wystarcza by wzbudzić w Brytyjczykach wielkie obawy i przypomnieć im, że członkostwo w UE zostawiło im mniejszą kontrolę nad własnym państwem. A ponieważ gdy rzeczywiście nastąpiła wielka fala imigracji po rozszerzeniu Unii w 2004 roku, Polacy byli zdecydowanie największą grupą imigrantów wśród nowych przybyszy, w oczach Brytyjczyków to oni uosabiają problemy spowodowane członkostwem w UE.

Pierogi masala?

W najbliższej przyszłości Polacy nadal będą negatywnie kojarzeni z rzekomymi bolączkami masowej imigracji i członkostwa w Unii Europejskiej, ale dobrą wiadomością jest, że sytuacja ta poprawi się na dłuższą metę.

_77262660_shirt-large

Źródło: The Guardian

Stosunki między Wielką Brytanią a Unią wyjaśnią się w ciągu najbliższych kilku lat i bardziej prawdopodobne jest, że wybór padnie na pozostanie w klubie. Już teraz perspektywa opuszczenia UE sprawia, że Brytyjczycy ponownie rozważają zalety członkostwa: zanim David Cameron ogłosił swoje plany na przeprowadzenie referendum, ankiety pokazywały, że Brytyjczycy chcieli wystąpić z Unii większością rzędu 4-8%, natomiast po jego ogłoszeniu, liczby te odwróciły się na korzyść pozostania w Unii większością 17-20%. Ponownie widzimy tutaj, że Brytyjczycy są w stanie racjonalnie myśleć o korzyściach, gdy poprosi się ich o rozważenie praktycznych realiów zamiast abstrakcyjnych obaw.

Z czasem, gdy Polacy bardziej się zintegrują, a ich pozycja stanie się lepiej ugruntowana, w umysłach Brytyjczyków nie będą już tak silnie kojarzeni z domniemanymi niebezpieczeństwami masowej imigracji i zostaną przyjęci do brytyjskiego, ciągle ewoluującego eksperymentu wielokulturowego. Niech nikt nie będzie zaskoczony, jeśli za 50 lat okaże się, że zangielszczona wersja pierogów jest celebrowana – obok ryby z frytkami i kurczaka tikka masala – jako narodowa potrawa brytyjska.

Dr Daniel Tilles jest brytyjskim historykiem i adiunktem na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Jego nowa książka British Fascist Antisemitism and Jewish Responses, 1932-40 (Bloomsbury, 2014) została wydana w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych; jest on również autorem wielu książek i artykułów na temat współczesnej historii Wielkiej Brytanii.

This article was translated into Polish from the English version by Anna Tilles.

Advertisements

6 comments

  1. Notes from Poland

    Stanley Bill jest założycielem i głównym twórcą “Notes from Poland”. On jest Australijczykiem. Daniel Tilles jest autorem tego artykułu. Ale rzeczywiście podtytuł blogu może wkrótce się zmienić. Watch this space…

  2. Pingback: Rok kampanii. Podsumowanie roku 2015 - TwojaAnglia.co.uk
  3. Pingback: Wielka Brytania. Podsumowanie roku 2015 |
  4. Pingback: Podsumowanie roku 2015 na Wyspach |

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s