Polska postkolonialna?

Early_MieszkoI_01_fullCzy Mieszko I był pierwszym “salonowcem”? Czy Polska jest krajem postkolonialnym od 966 roku? Polska tradycja ma obce korzenie.

W ostatnich latach hasło postkolonializm stało się niezwykle popularne w pewnych kręgach jako opis charakteryzujący sytuację w jakiej znajduje się współczesna polityka i kultura w Polsce. Według niektórych przeważnie konserwatywnych publicystów – a także Jarosława Kaczyńskiego – Polska przejawia dziś ogólne rysy społeczeństwa postkolonialnego ze swoją przepaścią między “kreolami” – czyli, skorumpowaną elitą w służbie kolonizatorów – a biednym “ludem” ciągle wiernym swoim tradcyjom. A więc można porównać stan rzeczy w Polsce z tym w Indiach, Nigerii czy innych krajach postkolonialnych. W moim odczuciu takie porównania są raczej bezpodstawne – o czym nieco dalej – ale też interesuje mnie to z jakich powodów publicyści ci chcieliby w ogóle wykorzystać tę analogią.

Przyczny mogą być trzy. Po pierwsze, koncepcja postkolonializmu ma w sobie dozę patosu, która dobrze pasuje do pewnej analizy polskiej rzeczywistości – mianowicie, mamy zrozumieć, że istnieje manichejskie rozdarcie między złą, zdradziecką “elitą” a dobrym “ludem”. Po drugie, pojęcie postkolonializmu narzuca “ludowi” obowiązek zdekolonizowania myśli – czyli, nieustanną walkę w słusznej sprawie jaką jest racja ich poglądów przeciw zdegradowanej moralnie elicie. Po trzecie – może najważniejsze – zastosowanie terminu postkolonializm do casusu polskiego oznacza sprytne zawłaszczenie modnego dyskursu tej samej “elity” przeciw której jest mierzony. Przecież każdy szanujący się “salonowiec” powinien znać i uwielbiać dzieła np. Edwarda Saida, Homiego Bhabhy i Gayatri Spivak. A tu nagle oskarżono go o bycie po stronie złych kolonizatorów!

Ale dokładnie na czym polega to porównanie? Wydaje się ono dezorientujące. Twierdzi się, że “kreole” patrzą tęsknie przede wszystkim na Europę Zachodnią. Pragną być pierwszą falą nowoczesnych Polaków walczących o indywidualizm, tolerancję, różnorodność, prawa kobiet i homoseksualistów, śródowisko naturalne, itp. W ten sposób utożsamiają się z wartościami zachodnich niby-kolonizatorów z obcej Brukseli i patrzą na swoich zacofanych tradycjonalistycznych rodaków jak na dzikusów w dżungli. Natomiast jeżeli już Polska ma się znajdować w postkolonialnej sytuacji, czy to nie raczej Rosjanie wystąpiliby w roli byłych ciemiężców? Rzeczywiście taka teoria postkolonialnej Polski mogłaby przynajmniej mieć jakiś sens, ale prosta zamiana Moskwy z Brukselą jest wręcz niezrozumiała. Wartości ZSRR oznaczały przecież anti-indywidualizm, totalitarną nietolerancję, skrajną jednorodność państw narodowych w Europie Środkowej, marne postępy w prawach kobiet, kompletne nieistnienie homoseksualistów i bezmyślne niszczenie środowiska naturalnego – czyli diametralne przeciwieństwo tych “brukselskich” wartości głoszonych teraz przez polskich kreoli postkolonialnich. Innymi słowy “elita” ta patrzy w przeciwną stronę od dawnych radzieckich “panów”. Jednak zamiana dawnej Moskwy i współczesnej Brukseli – jakby ta druga była nowym wcieleniem tej pierwszej – jest ważną częścią postkolonialnych teorii obecnie żywych w Polsce. W tym przypadku, można mówić o przywiązaniu do europejskich norm i structur wśród polskich elit (albo nawet o zależności), ale nie o postkolonializmie.

Zostawiając te niejaśności na boku – przejdźmy do sedna – sytuacja Polski niewiele ma wspólnego z doświadczeniem kolonializmu przeżytym przez mieszkańców globalnego południa. W Afryce, Ameryce Południowej, Indiach czy Australii, lokalna kultura, religia, polityka oraz struktura społeczeństwa zostały gwałtownie zmienione, obalone albo zniszczone przez zupełnie obcą, przeważnie nigdy wcześniej nie spotkaną, kulturę. Surowce – a w najgorszych przypadkach ludzie – zostały wywiezione siłą. Nowe choroby zabiły ogromną część tubylców. W kraju mojego pochodzenia – Australii – dzieci zostały wyrwane z rąk swoich matek a całe rodziny języków wymarły. Ewentualnie można stwierdzić, że Polska przeżyła pewne elementy tych losów w tragicznym XX wieku pod jarzmem dwóch totalitarnych reżimów. Ale co teraz? Czy Unia Europejska zastąpiła ZSRR w roli głównego kolonizatora? Czy Polska dziś jest “neokolonią” Brukseli?

Raczej nie. Polska jest częścią Europy. Kultura europejska nie jest jej obca, tak jak była np. dla Inków w XVI wieku. Polska kultura ukształtowała się od samego chrztu pod wypływem innych części Europy – i ten proces ciągle toczy się dziś. Kiedy więc “kreolska elita” odnosi się do ideałów liberalizmu czy różnorodności, sięga do pewnych europejskich tradycji, których Polska jest częścią. Z drugiej strony, kiedy tak zwany “naród” nawiązuje do ideałów konserwatyzmu, chrześcijaństwa i tożsamości narodowej, odwołuje się do innych, równie europejskich tradycji. Przecież wszystko co jest “narodowe” w Polsce też tworzyło się pod mocnym wpływem “obcych,” europejskich idei.

Na przykład, nacjonalizm integralny Endecji wiele zawdzięczał darwinizmowi społecznemu Herberta Spencera i innych, a przede wszystkim wcześniejszym nacjonalistycznym wzorcom z Niemiec, których jednocześnie bał się i podziwiał sam Roman Dmowski. W podobny sposób, romantyzm polski – choć często silnie związany z narodem – widocznie wywodził się w dużym stopniu z wcześniejszych przykładów Byrona, Schillera, Goethego i innych zachodnich poetów. Kochanowski kształcił się w Prusach i we Włoszech, a francuski Ronsard wpływał znacząco na jego poetykę i tematykę. Nawet chrześcijaństwo było na początku obcą naleciałością wprowadzoną siłą z Zachodu przez piastowskiego księcia, który chciał chronić swoje interesy polityczne. Czy Mieszko I – zdradzając ówczesne lokalne tradycje pogańskie – był pierwszym “kreolskim salonowcem”? W końcu ówczesna kultura została kompletnie zniszczona przez jego zaślubiny z chrześcijańską księżniczką z Bohemii, a dziś niewiele wiemy o czasach kiedy hasło Polanin-Poganin było dla wszystkich oczywiste. Czy Polska jest krajem postkolonialnym od 966 roku?      

Może tak. Z drugiej jednak strony liczne kraje w Europie mają podobne historie. Co więcej, we wszystkich wyżej wspomnianych przypadkach, obce importy z Europy przybrały w Polsce specyficzne formy. Nacjonalizm Dmowskiego systematycznie – i z niezwykłą szczerością co do polskich wad – prezentował strategię według której słabszy naród miał stać się wielkim. Mickiewicz korzystał z osobliwych tradycji ludowych swojej rodzinnej Litwy, a piękno i ład jego polszczyzny należą do bogactwa europejskiej kultury. Kochanowski przełamał konwencje poetyckie w swoich wzruszających Trenach – pisząc o śmierci córeczki. Chrześcijaństwo w wersji polskiej zachowało echa pogańskiej przeszłości. Długo by szukać na świecie święta z taką atmosferą autentycznej refleksji nad przodkami i przeszłością jak Wszystkich Świętych w polskim wariancie.  

Polska zawsze była, jest i – miejmy nadzieję – będzie częścią wielkiej rozmowy europejskiej kultury. Zarówno chrześcijaństwo i humanizm świecki należą do tej kultury. Polska wprawdzie historycznie leżała na peryferiach Europy Zachodniej, więc jej kultura najczęściej była odbiorcą pomysłów tak zwanego centrum. Polskie tradycje chrześcijańskie wywodziły się z zewnątrz, choć szybko wplotły się w lokalną tkankę kulturalną – zostały oswojone. Tym samym dawna Rzeczpospolita też tworzyła swoje rdzenne tradycje liberalizmu, różnorodności oraz tolerancji religijnej i politycznej. Obie strony wojen kulturalnych w Polsce mają mieszane korzenie. Obie są jednak polskie. Obie mają prawo do głosu. “Tradycjonaliści” zasługują na poważne traktowanie przez media i na poważną partię która byłaby w stanie przedstawić ich poglądy i interesy. Równocześnie “kreolska elita” ze swoimi rzekomo europejskimi wartościami pluralizmu, tolerancji i liberalizmu nie jest obcym ciałem zupełnie oderwanym od narodu polskiego. W Polsce jest bardzo wiele osób, które podzielają te same wartości – nie dlatego, że nie potrafią myśleć samodzielnie i wierzą we wszystko co czytają np. w Gazecie Wyborczej, lecz dlatego, że te wartości mają dla nich sens, współbrzmią z ich doświadczeniami i przekonaniami. Dokładnie tak jak polski “tradycjonalizm”, liberalizm w Polsce bierze dużo z zewnątrz, ale jest także w stanie przekształcać te naleciałości w specyfyczne polskie formy.    

Europa nie kolonizuje Polski. Polska dyskutuje ze sobą – i z Europą.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s